Fandom czy już nie fandom?

3/23/2015
Kiedyś wyobrażałam sobie, że fandom to wielka kochająca się rodzina, konwenty to zjazdy miłych ludzi, a wszelkie afery związane z fanami mangi i anime są bezpodstawne i tylko wszystkich krzywdzą. Borze, jak bardzo żyłam w błędzie.


Ostatnio jeden znajomy stwierdził, że paradoksalnie, jeżeli chcesz znaleźć normalnego fana, powinieneś szukać go jak najdalej od fandomu. Ale dlaczego?
Jakiś czas temu inna koleżanka zapytała mnie, jak powinna wkręcić się do tego świata i czy powinna zacząć chodzić na jakieś spotkania. Poleciłam jej kilka konwentów i powiedziałam, żeby absolutnie nie pojawiała się na żadnym zlocie. Ale dlaczego?

W fandomie znalazłam kilku świetnych znajomych, z którymi utrzymuję kontakt do dnia dzisiejszego, a niektórym nawet powierzyłam przyszłość mojego bloga i moich przyjaciół. Prawdą jest jednak, że oni mimo, iż w jakimś tam stopniu należeli do fandomu, już się z nim nie identyfikują.
A jak to jest z ludźmi z samego środka tego wszystkiego? Cóż, jestem pewna, że są interesującymi osobami, godnymi uwagi i zaufania. Ale kogo to obchodzi, skoro kreują wokół swojej zbiorowości okropną otoczkę. Na wszelkie organizowane spotkania chodzą ludzie w wieku 12-30. Patologia, alkohol, narkotyki, zboczenia.

Każdy fandom jest kochającą się rodziną i każdy składa się z indywidualności. Ale o ile inne fandomy mają dość ograniczony zakres zainteresowań (weźmy na przykład Potterheads), o tyle anime i manga wciąż się rozwijają i wciąż dostarczane są nowe materiały. Ale to jest nieistotne, bo jak już powiedziałam - normalnych fanów nie znajdziecie w fandomie. Tam liczą się tylko cztery gatunki, blisko ze sobą związane: ecchi, yaoi, yuri, hentai.
Weszłam na tumblr i wpisałam "anime". Już trzecia grafika nie nadawała się dla dzieci. Sami spróbujcie, ja nie będę tu udostępniać pornografii.
Rok temu pojechałam na świąteczny konwent. Zaczęłam rozmawiać z jakąś dziewczyną. Pierwsze, o co zapytała, to czy wolę yuri, czy yaoi.
I tak nic nie pobije tego, gdy inna dziewczyna od tak, z niczego, stwierdziła, że musi dotknąć moich cycków. Szkoda, że nie myślała o tym na głos. Od tamtej pory jej unikam.

No dobrze, ale przecież jeżdżę na konwenty, tak? Tak. Ale rzadko. I przeważnie na te mniejsze. I zawsze ze znajomymi i znajomymi znajomych.
Zauważyliście, że większość konwentów odbywa się zawsze w tych samych miejscach? Dzieje się tak dlatego, że nikt nie chce udostępniać szkół mangozjebom. Z jednej strony to smutne, a z drugiej zrozumiałe. Właściwie większość konwentów i tak ratuje teraz tylko social. I jest to opinia większości. Więc na to samo wyszłoby, gdyby znajomi z Warszawy przyjechali do mnie i usiedlibyśmy sobie z herbatką w ogródku, niż gdy musimy wydawać te 50zł za wstęp na konwent.
Ale są jeszcze atrakcje, panele, gry, cosplay'e. Tak, są. Za każdym razem takie same. A wystawcy? Wszystko możecie dostać w internecie. Złotówka w tę czy we w tę was nie zbawi.

Więc wytłumaczyłam, "dlaczego". Ale gdzie szukać normalnego fana? Wszędzie. Dokładnie, wszędzie. U mnie w szkole jest przynajmniej 10 osób, z którymi mogłabym porozmawiać na temat anime. Nie robię tego tylko dlatego, że tego nie potrzebuję. Ale mnie otaczają i wszędzie jest ich mnóstwo. Nie obnoszą się z tym jakoś specjalnie, nie obmacują obcych ludzi i nie chodzą w kocich uszach, i niemalże bez ubrań.

Nie identyfikuję się z żadnym fandomem. Chodzę na konwenty, oglądam anime, kupuję mangi. Kiedyś nazywałam się otaku, dzisiaj uciekam od tego słowa. Kiedyś nazywałam się też kpoperką, ale później na k-pop rzuciły się dzieci i odechciało mi się z nimi zadawać, mimo iż gdzieś tam w środku wciąż czuję się shawolem.
Ciężko stwierdzić, czyją winą jest to wszystko. Każdego z nas? Może. W końcu to my tworzymy swoje fandomy i my je reprezentujemy. Ale to nieistotne, bo nawet jeżeli na 100 "normalnych" osób pojawi się jedna odstająca od normy, ludzie będą kojarzyć tą grupę właśnie poprzez pryzmat tej niewłaściwości.
Więc to może nie jest wina nas wszystkich. Zrzućmy ją na jednostki, które odnajdują w anime wolność, dają upust swojej frustracji i przekładają wszystko co zobaczą na ekranie do swojego normalnego życia. A my im na to pozwalamy.

I nic mnie nie obchodzi wasze zdanie, jeżeli macie zamiar podważać wszystko co tutaj napisałam. Wypchajcie się waszym "o niczym nie masz pojęcia", "nawet nie należysz do tego fandomu", "nie znasz tych ludzi", "wszędzie wszyscy bawią się tak samo". Bardzo się cieszę, że nie jestem w to wplątana i życzę wam, żebyście też nie byli. I nie każde spotkanie znajomych kończy się tygodniowym kacem i czworaczkami.

No comments:

Powered by Blogger.