Happy Birthday, Lisa!

4/12/2014

You know that I have a birthday today. I know that you know, because all the time I get birthday wishes from you. You are charming, really. I'll try to present to you, how I spent this day. c:
Wiecie, że mam dziś urodziny. Wiem, że wiecie, bo cały czas dostaję od was życzenia. Jesteście kochani, serio. Postaram się wam mniej więcej przedstawić jak spędziłam dzisiejszy dzień. c:


I must admit that the first wishes I received already on April 10 about 22. Guess from whom. You wouldn't guess. Mr. Yan wrote to me, wishing me a happy birthday. I was really pleasantly surprised. In addition, he wrote again to me this morning to once again make wishes. ^-^ "
Really a lot of people have contacted with me. Especially surprised me the amount of private messages. I woke up this morning at 6:50, and there's 6 messages at facebook + one sms. Ah, and charming snap from Tami. <3
I would be crazy if I decided to get up at 6:50. No, no, no. I turned one of the playlists on the phone, listened to the end,  talked with my mom and decided that I'm going to sleep again. Along the way woke me two alarm clocks - one at 8:00 and one at 8:30. Finally, I woke up at 9, went to take a bath, and then at 10:30 already sat politely in the church for a retreat.
Przyznam, że pierwsze życzenia dostałam już 10 kwietnia około godziny 22. Zgadnijcie od kogo. I tak nie zgadniecie. Pan Yan napisał do mnie, życząc mi wszystkiego najlepszego. Byłam naprawdę mile zaskoczona. Ponadto, napisał znów do mnie dziś rano, aby znów złożyć życzenia. ^-^"
Naprawdę wiele osób się ze mną kontaktowało. Szczególnie zaskoczyła mnie ilość prywatnych wiadomości. Obudziłam się rano o 6:50, a tam 6 wiadomości na facebooku + jeden sms. Ah, i przeuroczy snap od Tamiego. <3
Byłabym jednak szalona, gdybym postanowiła wstać o 6:50. Nie, nie, nie. Włączyłam sobie jedną z playlist na telefonie, przesłuchałam do końca, porozmawiałam z mamą i stwierdziłam, że idę spać dalej. Po drodze budziły mnie dwa budziki - jeden o 8:00, drugi o 8:30. Ostatecznie wstałam o 9, poszłam się wykąpać, a następnie o 10:30 siedziałam już grzecznie w kościele na rekolekcjach.

Although we have a retreat and really, we shouldn't have any classes at school - from 12 to 13 sat kindly, learning mathematics. We have just a small backlog due to the Friday classes. Then I met up with my class, which is the best class that I could have. Marysia by less than 10 minutes composed wishes for me. To her belongs a record. ;;
After class, I went with Karolina to Galeria Krakowska on the principle "is my birthday, I'm not going to sit all day in a dormitory." Actually I wanted to buy something that you can see in the picture below. c:
Pomimo, iż mamy rekolekcje i na dobrą sprawę, nie powinniśmy mieć żadnych zajęć w szkole - od godziny 12 do 13 siedzieliśmy grzecznie, ucząc się matematyki. Mamy po prostu małe zaległości ze względu na przepadające piątkowe lekcje. Wtedy właśnie spotkałam się z moją klasą, która jest najlepszą klasą, jaką mogłam mieć.  Marysia przez niecałe 10 minut składała mi życzenia. Do niej należy rekord. ;;
Po lekcji, poszłam z Karoliną do Galerii Krakowskiej na zasadzie "są moje urodziny, nie mam zamiaru siedzieć cały dzień w bursie!". Tak naprawdę bardzo chciałam kupić sobie coś, co właśnie zobaczycie na poniższym zdjęciu. c:
 


An apple with chocolate and nuts. Yay, I was eating this for the first time and it was delicious. You can get it on the stand Fragola in Galeria Krakowska (level -1, in front of the shop Terranova). The price is something like 2,5$.
Apple itself is not enough and I had to buy something for dinner. Yup. So we entered the store, bought some Japanese soup and went out.
Jabłko w czekoladzie z orzechami. Yay, jadłam po raz pierwszy i było pyszne. Możecie je dostać na stoisku Fragola w Galerii Krakowskiej (poziom -1, naprzeciwko sklepu Terranova). Cena to coś koło 8zł.
Samo jabłko jednak nie wystarczy i musiałam kupić coś na obiad. Yup. Weszłyśmy więc do sklepu, kupiłyśmy jakąś japońską zupkę i wyszłyśmy.





Forgive me, but Karolina is a wonderful photographer. </ 3 But I think that the better pictures like that than none.
Coming back, we passed a pet shop. I fell in love with rabbits that had just there. *^*
Wybaczcie, ale Karolina jest wspaniałym fotografem. </3 Ale lepsze chyba takie zdjęcia, niż żadne.
Wracając, mijałyśmy sklep zoologiczny. Zakochałam się w królikach, które akurat tam mieli. *^*



 


Okay, now as a reward for Karolina for great photos, another photo of her with me.
Dobrze, a teraz w nagrodę dla Karoliny za wspaniałe zdjęcia, kolejne zdjęcie jej ze mną.




In fact, the most of the day (until 16:30) I spent with Karolina. In the meantime, I admittedly monitor developments on facebook and wrote back to messages. Still, quite well I had fun with her, but really we not done something exciting. Still riding somewhere. We ate soup, we went to the accompaniment, and then I escorted her to the station.
Tak właściwie, to większość dnia (aż do 16:30) spędziłam z Karoliną. W międzyczasie co prawda kontrolowałam sytuację na facebooku i odpisywałam na wiadomości. Mimo to, całkiem dobrze się z nią bawiłam, choć tak naprawdę nic ciekawego nie robiłyśmy. Ciągle gdzieś jeździłyśmy. Zjadłyśmy zupki, poszłyśmy na akompaniament, a później odprowadziłam ją na dworzec.



And just when I already said goodbye, and I had get in a bus, Lau called to me, that can I came in front of the city centre. I knew she would want to meet with me, even though I did not know when. She was very lucky, because a few minutes later and I will go to the dormitory. ^-^"
I went through the entire city centre and finally went out. And what I saw? Lau, Patrycja, Martyna, Czesław and Tami. I was so surprised that I was going back and  probably hit a woman, pouring her coffee. Yay. ._. But I was happy. Very much. I didn't expect that they would do something like that. The biggest surprise for me was Patrycja (which after all living so far away) and Tami (who had never has time for me). That's so sweet. ;;
In the meantime, the situation arose quite uncool and I really regretted that Edyta didn't come. But overall was quite positive. ^-^" Tami asked that Charlie is my brother. And that Martyna lives in Wrocław, although we went together to school. Genius.
And that I got from them:
I właśnie kiedy już się pożegnałyśmy, a ja miałam wsiadać do swojego autobusu, zadzwoniła do mnie Lau, żebym przyszła przed galerię. Wiedziałam, że będzie chciała się ze mną spotkać, choć nie wiedziałam, kiedy. I miała bardzo dużo szczęścia, bo kilka minut później i już jechałabym do bursy. ^-^"
Przeszłam przez całą galerię aż w końcu z niej wyszłam. I co zobaczyłam? Lau, Patrycję, Martynę, Czesława i Tamiego. Tak bardzo się zdziwiłam, że cofając się chyba potrąciłam jakąś kobietę, wylewając jej kawę. Yay. ._. Ale byłam szczęśliwa. Nawet bardzo. Nie spodziewałam się, że zrobią coś takiego. Największym zaskoczeniem była dla mnie Patrycja (która przecież mieszka tak daleko) i  Tami (który przecież nigdy nie ma dla mnie czasu). To takie słodkie. ;;
W międzyczasie wynikła dość niefajna sytuacja i bardzo żałowałam, że Edyta też nie przyjechała. Ale ogólnie było dość pozytywnie. ^-^" Tami pytał, czy Czesław jest moim bratem. I czy Martyna mieszka we Wrocławiu, mimo, iż chodziłyśmy razem do gimnazjum. Geniusz.
A to od nich dostałam:


Unfortunately, by the lack of any organized and my ignorance, we went to some great Italian pizzeria. Chef himself has done pizza for us. And what great! The dough thin like a pancake, uncut, because the customer can do it itself, oh, and preferably by one pair of cutlery. And without any sauces, because it is not proper. Size, as you can see in the picture. And the price? 10$.
Niestety, przez brak jakiegokolwiek zorganizowania i mojej niewiedzy, poszliśmy do jakiejś super włoskiej pizzeri. Sam szef kuchni zrobił dla nas pizze. A jaka była wspaniała! Ciasto cienkie niczym naleśnik, niepokrojona, bo przecież klient może to zrobić sam, oh, a najlepiej jedną parą sztućców. I bez jakichkolwiek sosów, bo przecież to nie wypada. Wielkość, jak widzicie na zdjęciu. A cena? 35zł.


Lau held out Tami from the meeting and I have seen their that much. It's little sad. After that, I went with the rest of friends to the station. Until 19:30 all dispersed, and I went to the dormitory.
And so now I'm sitting and writting post. I had go to a party, but considering that I had no one and be alone in a crowd of strangers is the worst solution.
Anyway, once again thank you all. Those who come to me, who provided to me wishes live, over the phone, text messages, chat. Oh, and those with whom even I'll see tomorrow, at my house. And of course, Edyta, who, as usual, wrote the best wishes. <3
Lau wyciągnęła mi ze spotkania wraz ze sobą Tamiego i tyle się widzieliśmy. Trochę przykre. Poszłam więc z resztą znajomych na dworzec. Do 19:30 wszyscy się rozeszli, a ja pojechałam do bursy.
I tak oto teraz siedzę i piszę dla was posta. Miałam iść na imprezę, ale biorąc pod uwagę, że nie miałam z kim, a sama i to jeszcze w tłumie obcych ludzi to najgorsze rozwiązanie.
W każdym razie jeszcze raz wam wszystkim dziękuję. Tym, którzy do mnie przyjechali, którzy składali mi życzenia na żywo, przez telefon, smsy, chat. Oh, i tym, z którymi zobaczę się jeszcze jutro, u mnie w domu. I oczywiście Edycie, która jak zwykle napisała dla mnie najlepsze życzenia. <3

3 comments:

  1. a mnie nie kochasz, to smutne :c
    i sie mnie wstydzisz przed znajomymi. To tez smutne :c

    ReplyDelete
  2. Wyjechałam na bezinternetowy wyjazd kiedy miałaś urodzinki, więc teraz Happy BD to U! :)

    ReplyDelete

Powered by Blogger.