XII Ogólnopolskie Warsztaty Rytmiczne - Piła 2014.

3/11/2014
In an earlier post I mentioned that I was at the rhythmic workshop. Yup, I was. I went back on Sunday. I wanted to add a new entry yesterday, and even at night after the arrival, but I forgot that I live in a dormitory and to me something like "internet" has no right to exist.
Enjoying the beautiful weather, I'm sitting in a room to "quiet study" and I tap on the keyboard, drinking coffee. Do I always have something to eat/drink when I'm writing?
Wpis wcześniej wspominałam o tym, że byłam na warsztatach rytmicznych. Owszem, byłam. Wróciłam w niedzielę. Bardzo chciałam dodać wpis wczoraj, a nawet w nocy po przyjeździe, ale zapomniałam, że mieszkam w bursie i dla mnie coś takiego jak "internet" nie ma prawa istnieć.
Korzystając z pięknej pogody, rozgościłam się właśnie w pokoju do "cichej nauki" i stukam w klawiaturę popijając kawę. Czy ja zawsze muszę coś jeść/pić kiedy piszę?



The photo above shows one of the few classes what were purely theoretical. Of the few, because by far the most of it was practical. I was lucky, as thanks to this I could remember something from these workshops. Anyway, man involved will learn a lot more than that who is sitting and thoughts is behind seven mountains.
Honestly, at the beginning I wasn't special delighted. I mean now that this was a workshops that were  introduced us in the world of electronic music. And I'm not a fan of electronic music. Or at least I wasn't.
Classes, however, were so inspiring that my look has changed a lot. Really, amazing. Maybe not by 180 degrees, but still in some extent.
Electronic music was really a big challenge and I thought that I will not deal with it. I was curious how professors deal with it. And those professors just allowed us look at all quite normal.
Zdjęcie powyżej przedstawia jedne z niewielu zajęć czysto teoretycznych. Niewielu, ponieważ zdecydowanie większość była praktyczna. I całe szczęście, gdyż dzięki temu mogłam zapamiętać cokolwiek z tych warsztatów. Zresztą, człowiek zaangażowany nauczy się o wiele więcej od tego, który siedzi i myślami jest za siedmioma górami.
Szczerze, to na początku nie byłam jakoś specjalnie zachwycona. Chodzi mi teraz o fakt, iż były to warsztaty, które jak gdyby wprowadzały nas w świat muzyki elektronicznej. A ja fanką muzyki elektronicznej nie jestem. A przynajmniej nie byłam.
Zajęcia jednak były tak inspirujące, że moje spojrzenie bardzo się zmieniło. Naprawdę, niesamowicie. Może nie o 180 stopni, lecz jednak w jakimś tam stopniu.
Muzyka elektroniczna była naprawdę dużym wyzwaniem i myślałam, że sobie z nią nie poradzę. Byłam ciekawa, jak sobie z nią radzą profesorowie. A ci właśnie profesorowie pozwolili nam spojrzeć na wszystko zupełnie normalnie.





What you see above, it notes. Cute, right?
I will not write here, how great it was, what I did, how tired I was etc. No, it's stupid. To put it clearly - it was very nice and as I said - inspiring.
Classes of metrorytmika (I don't know, how should I name it in English ;;), composition, rhythmicity movement techniques... there was even a demonstration lesson with the children and lesson where you create your own songs. Well, definite downside was the length of the classes of the said composition of electronic music. 1,5 hours is not enough to learn how to move around the program. Especially that we did just as much as I could do without any of the workshops.
To, co widzicie powyżej, to nuty. Urocze, prawda?
Nie będę wam tutaj wypisywać, jak było wspaniale, czego to nie robiliśmy, jak to się zmęczyliśmy itd. Nie, to głupie. Stawiam sprawę jasno - było bardzo przyjemnie i jak już wspomniałam - inspirująco.
Zajęcia z metrorytmiki, kompozycji, rytmiki, techniki ruchu... pojawiła się nawet lekcja pokazowa z dziećmi i tworzenie swoich własnych utworów. Dobrze, zdecydowanym minusem była długość zajęć z wspomnianej kompozycji muzyki elektronicznej. 1,5h to zdecydowanie za mało, żeby nauczyć się poruszać w programie. Zwłaszcza, że i tak zrobiliśmy tylko tyle, co sama mogłabym zrobić bez jakichkolwiek warsztatów.





Blogger little revolted and said that will not add to this entry movie, or music. Fine, I will not fight with him. When I wrote this text, facebook has added a presentation of our performance at the final concert. You can find it at this link. It's not perfect, because foil is incredibly nasty, uncooperative creature. Still, I enjoy the results.
Blogger trochę się zbuntował i stwierdził, że nie doda do tego wpisu filmu, ani muzyki. Świetnie, nie będę z nim walczyć. Kiedy pisałam ten tekst, na facebooku dodawała się prezentacja naszego występu na końcowym koncercie. Możecie ją znaleźć pod tym linkiem. Nie jest doskonała, bo folia to niesamowicie wredna, niechętna do współpracy istota. Mimo to, cieszą mnie rezultaty.



I drank coffee, the pictures showed more or less how it looked, I shared with you my satisfaction, and I added on facebook a video. I didn't add the names of the professors, or other details, because after all, you don't need them to be happy. You have a lot of Lisa instead. c:
Wypiłam kawę, na zdjęciach pokazałam mniej więcej jak to wszystko wyglądało, podzieliłam się z wami moim zadowoleniem, a na facebooka dodałam film. Nie dodałam wam nazwisk profesorów, ani innych szczegółów, bo przecież i tak nie są wam one potrzebne do szczęścia. Macie zamiast tego dużo Lisy. c:

1 comment:

  1. Świetne! Aż miło się czyta Twoje wpisy. Tańcz, graj, rysuj, pisz i co tam jeszcze potrafisz :D

    ReplyDelete

Powered by Blogger.