Give me your camera and I'll take you a picture.

3/15/2014
or take it and won't give back.


On Thursday we had open days at our Academy of Music in Cracow. In this regard, I arranged with Patricia. We had for ourself so little time, because it wasn't fully planned meeting and I had to push it between my classes.
W czwartek mieliśmy dni otwarte na naszej krakowskiej Akademii Muzycznej. W związku z tym, umówiłam się z Patrycją. Miałyśmy dla siebie bardzo mało czasu, gdyż nie było to w pełni zaplanowane spotkanie i musiałam je wcisnąć pomiędzy swoje zajęcia.



Do you heard of people handing out leaflets on the streets? Of course you do, silly question. They are quite annoying, but what to do. No job disgrace and you have to help them. Personally, they don't bother me. At least, until they start to be pushy.
Kojarzycie ludzi rozdających ulotki na ulicach? No jasne, że tak, głupie pytanie. Są dość irytujący, ale cóż zrobić. Żadna praca nie hańbi i trzeba im pomagać. Osobiście nic mi w nich nie przeszkadza. Przynajmniej dopóki nie zaczynają być natrętni.



My and Patrycja were sitting on the market and did pictures. Nothing unusual. Until finally came to us a boy with probably leaflets of restaurant/pizzeria. Great, we took them. But before we did it, had to take a short conversation with that person.
I wouldn't mind if it was still talking on the basis customer-seller. Unfortunately, it didn't look so. The boy approached us with an offer that can take us picture. No, thank you.
I don't know if it's just my view on the issue, but there is no chance that the stranger will got my stuff. I mean the camera. And anyway - whatever. Just don't. I advise herself and the words "I will no steal it" doesn't reduce my concerns.
It is true that the probability that anything could happen to my camera is incredibly small. Ba, however, if something happened - I had the contact to his employer, right? So why I have such an attitude to the situation?
The answer is very simple - I respect my things, and I know that there are people for whom someone else's property is worth as much as a stone on the sidewalk.
Siedziałyśmy sobie z Patrycją na rynku i robiłyśmy zdjęcia. Nic nadzwyczajnego. Aż w końcu podszedł do nas jakiś chłopak z ulotkami bodajże restauracji/pizzeri. Świetnie, wzięłyśmy je. Ale zanim to zrobiłyśmy musiałyśmy odbyć krótką rozmowę z tą osobą.
Nie miałabym nic przeciwko, gdyby była to jeszcze rozmowa na zasadzie klient-sprzedawca. Niestety tak to nie wyglądało. Chłopak podszedł do nas z ofertą, że może zrobić nam zdjęcia. Nie, dziękuję.
Nie wiem, czy to tylko takie moje spojrzenie na sprawę, ale nie ma szans, żeby obca osoba od tak dostała moje rzeczy. Znaczy się aparat. A zresztą - cokolwiek. Po prostu nie. Radzę sobie sama a słowa "przecież nie ukradnę" wcale nie zmniejszają moich obaw.
Prawdą jest, że prawdopodobieństwo, że cokolwiek mogłoby stać się z moim aparatem jest niesamowicie małe. Ba, gdyby coś jednak się stało - miałam kontakt do jego pracodawcy, prawda? Skąd więc u mnie taki stosunek do sytuacji?
Odpowiedź jest bardzo prosta - szanuję swoje rzeczy, a wiem, że istnieją ludzie, dla których cudza własność jest warta tyle, co kamień na chodniku.


2 comments:

  1. Gdzie moja fota z wafelkiem od loda? XD Nie wiedziałam, że z takiego powodu nie dałaś mu aparatu :O Ale był strasznie natrętny =,="

    ReplyDelete
  2. Nachalni ludzie to zło ;-;

    ReplyDelete

Powered by Blogger.