La Riche Directions.

7/21/2013
Na wakacje postanowiłam zafarbować włosy na niebiesko-różowo. Nie zrobiłam tego wcześniej, gdyż trochę głupio było mi tak pojechać na kurs ^-^"


Tym razem padło na Carnation Pink i oczywiście znany wam już Lagoon Blue. Za całość zapłaciłam coś koło 60zł, a zamawiałam tutaj.
Farbowałam tydzień temu. Szczerze powiedziawszy, to myślałam, że po tym czasie nie będzie w ogóle śladu jakiejkolwiek koloryzacji, a tu taka niespodzianka. Mam na włosach piękny, pastelowy różowy z błękitem (niestety, wpadającym w szary). Ale co do tego niebieskiego, byłam już przygotowana, co możecie przeczytać tu. Jest jednak różnica, prawda?
Stosunkowo wiele osób komentuje moje włosy i pyta o tonery. Mi trochę głupio na to odpowiadać, bo osobiście ich nie polecam. Wiem, to głupie, bo wiedząc, jak działają, zamówiłam je ponownie. Przyznam, że chciałam dać im drugą szansę. I całkiem dobrze tą szanse wykorzystały. c:
Doszłam do wniosku, że wymarzony efekt otrzymamy tylko na dobrze rozjaśnionych włosach. W tamtym roku miałam zaledwie zrobiony blond lichą farbą. Od tamtego czasu cały czas rozjaśniałam. Dlatego właśnie ich nie polecam. Osoby nie posiadające niemalże białych włosów mogą być niezadowolone.
A teraz jeszcze do wydajności. Na grzywkę i pasemko zużyłam zaledwie kilka łyżeczek (tak, liczyłam łyżeczkami. xD) farby. Myślę, że mogła być to 1/5 opakowania. Natomiast różu została mi aż 1/3 pudełeczka.

No comments:

Powered by Blogger.