Etude House w negatywnym świetle. :c

Ostatnio słyszę coraz więcej pochwał na temat mojej skóry i włosów. Ludzie proszą mnie o porady, pytają o opinie. Bardzo mnie to cieszy. c: Dla jasności - od dziecka nie byłam wcale bardzo urocza, ale też nie bardzo brzydka. Coś neutralnego, zwyczajnego. Miałam też bardzo duży problem z trądzikiem, którego teraz już (całe szczęście. ^-^") nie mam. Zdarzają się tylko jakieś małe niespodzianki. :c
W tej kwestii jestem bardzo wdzięczna koreańskim kosmetykom, bo to właśnie one ratują moją twarz. Niestety, nie każdy produkt może być idealny. Tak oto trafiłam na skin [mal:gem] deep moist toner.
Ostatnio testowałam trochę kosmetyków z Etude House i nie myśląc w ogóle o zamówieniu próbek - sprawiłam sobie wersję pełnowymiarową (250ml) produktu reklamowanego przez Key z SHINee. Kosztował on coś koło 13-14$. Oczywiście wiele sprawiła właśnie postać Key. Myślę, że gdyby nie on, to nawet bym nie pomyślała o kupnie czegoś takiego. D:
Ogólnie trudno powiedzieć co to konkretnie jest. Toner. Coś pomiędzy tonikiem a emulsją, jednak konsystencją bliżej przypominające emulsję. Początkowo służyło mi do robienia sobie maseczek, później zrezygnowałam i używałam normalnie po umyciu twarzy.
Początkowo było ok. Co prawda nie zauważałam żadnych efektów, ale wiadomo, że na efekty trzeba zaczekać. I się doczekałam - znów muszę walczyć z suchą skórą i niesamowitym uczuleniem. (Zdjęcie po prawej zrobione dziś rano. Okropnie widoczne rany pomimo użycia żelu z Mizona, jakiegoś amerykańskiego kremu i kremu bb z Skin79) Tak, to jedno z nielicznych mych zdjęć bez jakichkolwiek poprawek.
Zaczęło się dosyć niewinnie. Lekko swędziła mnie twarz, ale nie zwracałam na to uwagi, bo swędziła mnie również głowa po rozjaśnianiu. Na początku tygodnia pojawiła się jakaś pierwsza rana, którą zignorowałam i (o zgrozo! ;/) rozdrapałam. Później się posypało. Wróciłam w nocy z Leżajska i mama chciała iść ze mną do lekarza po antybiotyk.
Szczerze mówiąc, nie wiem czy to wszystko zasługa tej emulsji, ale innego wytłumaczenia nie widzę. Ona była tym "nowym" kosmetykiem. Wszystkie inne stosuję już od dłuższego czasu. Myślę, że do tego wszystkiego przyczyniło się też moje odżywianie, które po magnificonie polegało na przynajmniej jednej zupce chińskiej dziennie. :c
Nie wiem sama, co myśleć o kosmetykach z serii mal:gem. Zauważyłam, że wiele osób narzeka na to, iż strasznie ich wysypuje po kilku użyciach i muszą wyrzucać niemalże pełne opakowania. Inni natomiast są zachwyceni i ich skóra faktycznie jest ładna.
No nic, zajęta jestem teraz leczeniem twarzy, bo to krępujące, gdy ludzie pytają się, co mi się stało.

No comments:

Powered by Blogger.