Facial Dry Mask.

Cóż, lubię zamawiać dziwne, czasem nieużyteczne, może nawet absurdalne rzeczy. Ostatnio w związku z mą manią na temat skóry twarzy (która teraz przerzuciła się na włosy) zakupiłam takie.. właściwie nie mogę znaleźć odpowiedniego słowa w języku polskim. W każdym razie są to płachty materiału z otworami na oczy, nos i usta, które nakładamy na twarz.
Od razu zaszalałam i zakupiłam ich 50 (jaki jest sens zamawiania kilka razy w mniejszych ilościach, gdy można raz i więcej? xd). Oczywiście wcześniej musiałam posprawdzać dokładnie w internecie jak się ich używa, a używa ich się dosyć dziwnie (przynajmniej ja nie miałam okazji spotkać się z czymś takim, ale przyznajmy szczerze - nigdy się tym nie interesowałam. ^-^").
W osłupienie można trafić zaraz po rozpakowaniu przesyłki. Dlaczego? Gdyż przyjdzie do nas woreczek zapełniony "cukierkami". Nawet po rozpakowaniu tego rzekomego "cukierka", wciąż będzie bardziej przypominał słodycz (jak nie kamień.. :D), niż materiał.
Cały sekret tkwi w tym, że taki oto "cukierek" należy umieścić na jakimś spodeczku i zalać tym, co akurat chcemy nanieść na twarz (ja użyłam hydrolatu z róży). Oczywiście wszystko zależy od tego, czego w danym momencie potrzebuje nasza skóra.
Po zalaniu dosyć dużą ilością preparatu, nasza maska zacznie magicznie rosnąć, aż w końcu nabrzmiała od cieczy, pięknie się otworzy i będzie gotowa do naniesienia na twarz.
Producent zaznacza, żeby taką maskę trzymać na twarzy przez 15 minut, ale nie wiem dlaczego. ;p
Ogólnie uważam, że to bardzo ciekawy i pomysłowy produkt (o ile mogę tak to nazwać). Teraz tylko pozostaje kupić jakieś hydrolaty bardziej odpowiednie dla mej cery oraz lotiony czy tonery. :3




2 comments:

  1. ejejej co to daje? :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. to coś w stylu maseczki, tylko nie musisz nic zmywać, ani ściągać. namaczasz to w czym chcesz (np. sok z cytryny z ogórkiem itp.) i pozwalasz, żeby wsiąknęło w skórę. taka zabawka. c;

      Delete

Powered by Blogger.